Purezento, zmiany i nowy członek rodziny

Posted by Alicja on
Purezento, zmiany i nowy członek rodziny

Purezento i nowy członek rodziny

Purezento, zmiany i nowy członek rodziny

Purezento i nowy członek rodziny

Purezento i nowy członek rodziny

Co za obłęd, urzeczywistniło się u nas powiedzenie – jak nie urok, to sraczka. Przeszliśmy kolejny maraton chorobowy. Najpierw przeziębienie całej trójki, przechodzące u Florki w zapalenie oskrzeli. Potem powikłania po antybiotyku, które mogły nas zaprowadzić wprost do szpitala zakaźnego i wreszcie gorączka u pozostałej dwójki.

Czuję się, jak pokrowiec na siebie samą. Zerkam w lustro i dopada mnie rezygnacja. Cera w kolorze masy solnej, ciało nabrało dziwnie ciastowatej konsystencji, brwi krzaczaste, a włosy… No cóż, Jaśminka patrząc na mnie przy śniadaniu zapytała zdławionym szeptem – mamo, a czy ty masz na głowie gąsienicę? Tak, mam. Nie da się tego trafniej określić. Odrastają mi włosy, które straciłam będąc na tej cholernej diecie bez wszystkiego.  I jak po umyciu zrobię sobie kitkę,  to te krótkie, odrastające włosy stoją mi dęba – gąsienica jak nic.

Potrzebuję wyjścia z domu, oderwania od spraw potomstwa. Chcę czuć wiatr we włosach i promienie słońca na twarzy. Czuję, że straciłam kontrolę nad własnym życiem. Słucham Marcina, który tłumaczy, że to minie, że dzieci przestana chorować, że będziemy mogli więcej pracować, że przetrwamy jakoś ten trudny czas i wreszcie wyjdziemy na prostą. Prześlizgują się te tłumaczenia ledwo muskając moją skórę – nie wierzę, że znów będzie stabilnie.

A jeśli chodzi o tytułowe nowe, to wypisujemy dzieci z przedszkola. Kluł mi się ten pomysł w głowie, a nabrał rzeczywistych kształtów, gdy nasza pediatra orzekła – i bardzo dobrze, bo zwariujecie.

Zapisaliśmy pociechy od września do nowego przedszkola, znacznie mniejszego od tego poprzedniego. Od kwietnia lub maja planujemy posłać tam dziewczyny na zajęcia integracyjne, więc w jakimś poczuciu obowiązku będą do wakacji utrzymane. Musimy uratować resztki zdrowia psychicznego i ustabilizować zarobki. Wolę trójkę zdrowych dzieci rozrabiających mi w domu w ciągu dnia, niż tydzień przedszkola, a potem trzy tygodnie choroby i wycięte z normalnego funkcjonowania dni i noce.

No i na koniec Purezento Joanny Bator – odrobina przyjemności w tym całym obłędzie. Muszę przyznać, że dawno mi się tak przyjemnie przez książkę nie płynęło. Powieść raczej dla kobiet, ale nie oklepana sztampa. Taka aksamitna w odbiorze, jak dobra gorzka czekolada. Pochłonęłam ją łapczywie, trudno było inaczej. Drugie czytanie na pewno się odbędzie i będzie ono przypominało powściągliwe konsumowanie czekolady – po kosteczce, góra dwóch.

Po tej jakże wnikliwej i merytorycznej recenzji, będę uciekać do kuchni. Obiecałam dzieciom wspólne pieczenie ciasteczek i to zanim głowa rodziny z biura wróci.

P.S. Nie napisałam o nowym członku rodziny. Widać go jednak na zdjęciu – nasza Jaśminka ma chomika 🙂

Alicja